Ocena wątku:
Witamina C w dużych dawkach.
#1
[Obrazek: witaminac.jpg]

Wielu badaczy, którzy jako pierwsi sprawdzili działanie witaminy C, znanej też jako kwas askorbinowy, uważa, że jej nazwa jest nieprawidłowa. 
Termin "witamina" odnosi się do substancji, które pełnią jedynie rolę regulacyjną i powinny być przyjmowane w śladowych ilościach. Świnki morskie, niektóre naczelne, jak goryle czy szympansy, część nietoperzy i ludzie to jedyne gatunki zwierząt, których organizmy nie wytwarzają własnej witaminy C, wielu naukowców uważa zatem, że ta nieumiejętność to luka w naszym oprzyrządowaniu genetycznym.

Bez względu na to, czy rzeczywiście winny jest błąd w genomie człowieka, ważne jest jedno: nie otrzymujemy wystarczająco dużo witaminy C, zwłaszcza gdy chorujemy. Jeśli przeliczymy jej ilość w organizmach zdrowych zwierząt, które same się w nią zaopatrują, na warunki naszych organizmów, stwierdzimy, że człowiek potrzebuje jej znacznie więcej, niż 75 mg w ciągu doby, jak przewidują wskazania dziennego spożycia GDA - Guideline Daily Amounts (np. RDI lub RDA), opracowane przez naukowców z różnych instytucji zdrowotnych. 

Żebyśmy otrzymywali tę samą dawkę w przeliczeniu na kilogram masy ciała, co, dajmy na to, szczury - musielibyśmy brać od 2 do 4 g dziennie, gdy jesteśmy zdrowi, i nawet 15 g dziennie w czasie choroby.

Węgierski fizjolog Albert Szent-Györgyi, nagrodzony w 1937 r. Noblem w dziedzinie medycyny za odkrycie witaminy C, stwierdził, że kwas askorbinowy jest niezbędny w procesie biologicznego spalania. Doprowadziło go to do wniosku, że witamina C to element nieodzowny dla prawidłowego przebiegu komunikacji międzykomórkowej.

Kieruje nią rygorystyczny system przekaźnictwa elektronowego między wszystkimi cząsteczkami związków chemicznych w ciele człowieka. Jego najważniejszym celem jest utrzymać stały przepływ danych pomiędzy komórkami. Według Szent-Györgyiego, im więcej dostarczamy sobie witaminy C, tym sprawniej przebiega wymiana elektronowa, a co za tym idzie - komórki lepiej "porozumiewają się" ze sobą. Do tego pełni szalenie ważną rolę w procesie likwidacji wolnych rodników.  
Czym są wolne rodniki?
Każdy atom tlenu z założenia ma parzystą liczbę elektronów.  Gdy jednak jeden elektron np. gdzieś się oderwie, atom traci  równowagę i zaczyna poszukiwać brakującego ogniwa. Musi to zrobić jak najszybciej, a więc zazwyczaj sięga po najbliższe tkanki. I wtedy atakuje inny prawidłowy atom. Gdy „wyrwie” od  niego potrzebny elektron, sam ma liczbę parzystą, ale jego ofiara staje się atomem z elektronem bez pary. I taki  atom z niesparowanym elektronem, który w poszukiwaniu pojedynczych elektronów atakuje kolejne atomy, to  właśnie wolny rodnik,. Wolne rodniki są nie tylko super aktywne, ale i mało wybredne. Elektronów szukają w atomach dowolnych substancji, przez co są w stanie zniszczyć każdą komórkę naszego ciała, poczynając od tych budujących serce  po te tworzące neurony w mózgu. Ich zachłanność nie zna granic. Gdy znajdą się w jądrze komórkowych, atakują materiał genetyczny niezbędny do podziału komórki. Czasami wolny rodnik atakuje tylko gen i powoduje zakłócenie informacji genetycznej zakodowanej dzięki subtelnym powiązaniom chemicznym. Inny rodzaj uszkodzenia to sprzężenie krzyżowe, w którym dochodzi do trwałego połączenia DNA z łańcuchem białka, co nie pozwala na jego replikację. Wolne rodniki w mniejszym czy większym stopniu są przyczyną wszystkich nowotworów, na jakie chorujemy.
 
Większość fizjologicznych i biochemicznych mechanizmów działania witaminy C wynika z faktu, że jest ona dawcą elektronów. Mówiąc najprościej, dostarcza ona elektrony do walki z wolnymi rodnikami. Będąc więc takim dawcą zabezpiecza inne składniki komórkowe przed utlenieniem. Proces ten toczy się nieustannie, a w jego wyniku powstaje kwas dezoksyaskorbinowy, który następnie zostaje przekształcony w witaminę C. Antyoksydacyjna aktywność witaminy C jest niezwykle istotna, ponieważ nasz organizm jest stale narażony na działanie wolnych rodników. Witamina C „ zmiata” wolne rodniki, a tym samym wpływa na zmniejszenie ilości uszkodzeń nie tylko DNA, ale także białek i lipidów.

Gdy nasz organizm jest zdrowy, zazwyczaj wystarczą nam mniejsze dawki witaminy C. Gdy jednak chorujemy, powstaje ogromna armia wolnych rodników. Co więcej, namnażają się dużo szybciej, niż witamina C jest w stanie dostarczyć elektronów do walki z nimi. Tak więc chore tkanki zostają niemal przytłoczone przez wolne rodniki, a wtedy ogromne ilości kwasu askorbinowego ulegają zniszczeniu.

Różnego rodzaju choroby pojawiają się więc wtedy, kiedy ta wymiana elektronów jest zakłócona. Choroby zakaźne, alergie, dolegliwości autoimmunologiczne i wszelkiego rodzaju traumy, jakich doświadcza nasz organizm, to wynik działania tzw. wolnych rodników. 

Amerykański internista Robert Cathart (1932-2007) uważał, że organizm dotknięty poważną chorobą zakaźną doświadcza ogólnosystemowego ostrego niedoboru kwasu askorbinowego. Na podstawie swoich wieloletnich doświadczeń w pracy z chorymi opracował protokół doustnego przyjmowania witaminy C w takich chorobach, jak: infekcje wirusowe i bakteryjne, oparzenia, urazy, alergie, astma, stany zapalne ostre i przewlekłe, choroby autoimmunologiczne. 

Cathart uważał, że jedynie dawki uderzeniowe: od 30 do 200 g i więcej na dobę - mogą dostarczać takiej liczby elektronów, żeby mogły one wyeliminować wolne rodniki, których powstawanie towarzyszy większości infekcji.

Cathart stworzył proste zasady przyjmowania witaminy C. Jej ilość powinna być na tyle wystarczająca, aby chory odczuł różnicę w symptomach, ale nie na tyle duża, aby doprowadzić do biegunki. Należy więc przyjmować 75-80% tej ilości, która biegunkę by mogła wywołać


Jeśli weźmiemy mniej nie uzyskamy satysfakcjonujących efektów. Każdy organizm może inaczej reagować na witaminę C i u każdego inna ilość może wywołać biegunkę czy inne objawy jelitowe. 
Ale, jak zauważył Cathart im bardziej ktoś jest chory, a więc nasycony wolnymi rodnikami, tym większą dawkę witaminy C może przyjąć bez wystąpienia żadnych objawów jelitowych. 
Tak więc gdy jesteśmy chorzy możemy przyjąć bez żadnych problemów nawet 50 gramów witaminy C w ciągu 24 godziny, a gdy jesteśmy zdrowi nawet 4 gramy mogą wywołać biegunkę.

Wielu z nas uważa, że dostarczamy sobie wszystkich niezbędnych witamin, jedząc określone produkty. Tyle że kiedy chorujemy, nasze zapotrzebowanie na witaminę C może wzrosnąć nawet 100-krotnie! Truskawki, pomarańcze i brokuły zawierają najwięcej witaminy C (1 pomarańcza - 70 mg, szklanka truskawek - 70 mg, szklanka brokułów - 80 mg). 
Gdybyśmy chcieli spożywać taką ilość tego składnika, tylko po to, żeby wyleczyć się z przeziębienia - musielibyśmy przyjąć:

857 - Pomarańczy
857 szklanek - Truskawek
750 szklanek - Brokułów

Również korzystne efekty przynosi przyjmowanie witaminy C w mniejszych dawkach i w małych odstępach czasu. Należy bowiem dbać, aby poziom witaminy C w tkankach utrzymywał się na odpowiednio wysokim poziomie.


Osobiście mogę polecić, w momencie gdy czujemy pierwsze oznaki przeziębienia.
1 łyżeczka od herbaty co godzinę, przez 4 następne godziny.
Nazajutrz 2 łyżeczki. Jedna przed południem. Druga wieczorem.
Przerwać gdy pojawi się biegunka. Jest to sygnał że organizm osiągnął poziom wysycenia. 
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości